Ty te moesz mie wasn wizytwk...
 
tutaj powinno być logo...
Współczesna Persja 2005r   
e-mail:    
www:    

 
Współczesna Persja - spostrzeżenia z podróży po Islamskiej Republice Iranu z sierpnia i września 2005 roku.

Współczesna Persja 2005r

Ostatnie wydarzenia na Bliskim Wschodzie – tak żywo i stale relacjonowane przez media – bardzo utrudniają wyrobienie sobie jednoznacznej opinii o tym państwie. Trzeba też zauważyć, iż Islamska Republika Iranu w środkach masowego przekazu przedstawiana jest w kontekście polityki międzynarodowej i wśród obywateli „świata zachodniego” cieszy się raczej złą opinią.
Jednak po przekroczeniu granicy irańskiej możemy zapomnieć o sprawach wielkiej polityki, a jedyny kontakt z władzami ograniczy się do beznamiętnego wbicia stempla na wizie w paszporcie przez urzędnika. Już pierwszy dzień w tym kraju pokazuje, jak dużo jest tam kontrastów. Z jednej strony kobiety zobowiązane są do noszenia czadorów (czarnego stroju, który zakrywa całe ciało prócz twarzy) lub chociaż przykrycia głowy chustą w taki sposób, aby nie było widać włosów. Z drugiej strony mężczyźni ubierają cię całkiem uniwersalnie – tzn. noszą po prostu jeansy i zwykłe t-shirty. Widok małżonków idących razem ulicą sprawia wrażenie jakby jedno z nich miało ubiór swojej praprababki. Jest to o tyle ciekawe, gdyż będąc w muzeum i oglądając fotografie z lat 20`i 30` XX wieku widzimy ulice, których przechodnie niewiele się różnią od Francuzów czy Anglików z tego samego okresu. Jeden Irańczyk zapytany o stosunek do kobiet i ich prawa odpowiedział: „ kobiety nie mają tutaj mniej praw od mężczyzn, one mają inne prawa”.
Trzeba też zauważyć, że mimo konserwatywnego rządu, w Iranie zachodzą całkiem spore zmiany, także na płaszczyźnie kulturowej. Jeszcze kilka lat temu wszystkie kobiety zobowiązane były do noszenia czadorów; dotyczyło to także zagranicznych turystek. Dziś panie chcące odwiedzić ten kraj muszą mieć tylko zakryte włosy chustą. Kiedyś na ulicach większych miast obecni byli tzw. strażnicy rewolucji – funkcjonariusze rządowi dbający o moralne zachowanie i stosowny ubiór mieszkańców. Obecnie raczej trudno ich spotkać, a zamiast nich pojawiło się wiele punktów „Foreign affair police” (Policja ds. międzynarodowych), gdzie policjant bezbłędną angielszczyzną udzieli wszelkiej porady i pomocy zabłąkanemu turyście.
Pisząc o Iranie trzeba przede wszystkim wspomnieć o niespotykanej wręcz gościnności i uprzejmości ludzi tam mieszkających. Chyba właśnie sami Irańczycy mogą być najlepszą wizytówką swojego kraju, jego niejako ambasadorami, którzy swoim zachowaniem, uczynnością oraz chęcią bezinteresownej pomocy podróżnym, potrafią pokazać, iż obraz ich kraju w zachodnich mediach ma się nijak do rzeczywistości.
Jadąc do Iranu Europejczyk lub Amerykanin spodziewa się zobaczyć ponure kobiety cicho przemykające ze spuszczoną głową po ulicach i mężczyzn nieufnie patrzących na obcych. Rzeczywistość jest taka, że kilka razy dziennie usłyszymy ze strony zwykłych mieszkańców: „Hello. Welcome in my country. Do you need any help?”( Cześć. Witam Cię w moim kraju. Czy potrzebujesz jakiejkolwiek pomocy?). Zwrot ten podkreśla z jednej strony dumę Irańczyków z ich własnego państwa (Welcome in my country), z drugiej zaś chęć szczerej pomocy. To tak, jakbyśmy mieli u siebie w domu chętnie oczekiwanego gościa. Dla ludzi z „zachodu” takie zachowanie się obcych jest na początku bardzo zaskakujące i trudno się do tego przyzwyczaić. Często pytając się w mieście o drogę przypadkowego przechodnia, osoba ta zatrzymywała taksówkę, jechała ze mną pod poszukiwany adres i sama płaciła za przejazd. Najsilniejsze nawet próby oponowania przeciw takiemu zachowaniu kończyły się stwierdzeniem – „please, be my guest” – proszę, bądź moim gościem. Raz w kurdyjskiej części Iranu taksówkarz nie chciał pieniędzy za kurs i naprawdę długo trzeba było tłumaczyć, że jest to przecież jego praca i należy mu się wynagrodzenie, nawet gdy bardzo polubi swoich pasażerów.
Język angielski w rozmowach z Irańczykami też nie jest przypadkowy. Znają go dwie grupy ludzi. Pierwsza to młodzież, która przykłada się do nauki angielskiego widząc w ten sposób jedyną możliwość kontaktu ze światem zewnętrznym. Druga grupa to osoby, których dorosłe życie przypadło na lata sprzed rewolucji 1979 roku. Za czasów szacha język angielski był prawie drugim językiem urzędowym. To wszystko razem powoduje, iż naprawdę duży odsetek ludzi, zwłaszcza w miastach, zna język angielski. Będąc na jednym z dużych dworców autobusowych w Teheranie zagadnął do mnie płynną angielszczyzną młody chłopak zatrudniony do sprzątania.
Spotkani przez mnie ludzie bardzo byli ciekawi, co myślę o ich kraju, czy mi się tutaj podoba. Czasami wydawało mi się, że chcą po prostu porozmawiać, jak najwięcej dowiedzieć się, jak żyje się w innych krajach. Nierzadko dochodziło do zabawnych sytuacji. Gdy rozmawiałem z dwoma młodymi filmowcami, jeden z nich – lekko już łysiejący wskazał ręką brodę swojego kolegi i zażartował mówiąc: „Hezbollach”. Nie wiem, czy chciał mnie w ten sposób przestraszyć czy raczej wyśmiać historie o „islamskich radykałach – terrorystach” ukrywających się w Iranie. Warto w tym miejscu nadmienić, że mężczyzn z brodami widzi się więcej w metrze w Warszawie niż w Teheranie.
Realnym problemem Iranu jest zanieczyszczenie środowiska, zwłaszcza powietrza. Dotyczy to szczególnie wielkich miast – np.: Teheranu, w którym żyje ponad 14 mln. ludzi. Już z daleka widać ogromną łunę pomarańczowego smogu unoszącego się nad tym miastem. Powietrze w Teheranie jest bardzo zanieczyszczone przez spaliny, które to są wynikiem ogromnego ruchu samochodowego. Cena litra benzyny to równowartość ok. 8 centów, a jeśli dodamy do tego fakt, iż samochody często są przestarzałej konstrukcji – nikomu nie zależy na ekonomicznych silnikach i, co więcej, często spotykanym zwyczajem jest niegaszenie silnika podczas postoju pojazdu - możemy wyobrazić sobie, jak brudne jest powietrze.
Pisząc o ruchu samochodowym w miastach należy wspomnieć o szoku, jaki spotyka zagranicznego turystę. Najzwyklejsze przekroczenie ulicy – nawet na pasach – staje się poważnym wyzwaniem, gdyż samochody jadą bez przerwy, dosłownie w każdym kierunku, totalnie nie zwracając ani krzty uwagi na przerażonego turystę, który z obłędem w oczach przemyka pośród mijających go aut. Jakimś rozwiązaniem jest „podczepienie się” pod irańskich przechodniów i przekraczanie ulicy razem z nimi. Po trudnych doświadczeniach z przechodzeniem ulic odpoczynek można znaleźć w wielu parkach – ogrodach znajdujących się we wszystkich większych miastach. Pomimo ogromnego upału i raczej nieprzychylnych warunków klimatycznych, miejsca te są bardzo zadbane i cały czas nad ich utrzymaniem pracuje po kilkanaście osób. Sami Irańczycy mają zwyczaj jedzenia lunchu i dlatego właśnie ogrody miejskie w godzinach od 13 do 16 zapełniają się mnóstwem mieszkańców. Jest to też dobra pora na odpoczynek także dla turysty, gdyż w tym czasie większość sklepów, stoisk na bazarze, banków czy nawet muzeów jest zamknięta.
Pisząc o Iranie trzeba też wspomnieć o zabytkach tego państwa, którego historia rozpoczęła się ponad 25 wieków temu. Takie miejsca jak Esfahan, o którym mieszkańcy tego miasta mówili, że „ma połowę wszystkich piękności tego świata” i przez pewien okres był stolicą Iranu, pozostałości Persepolis – dawnej stolicy antycznej Persji – z których jeszcze teraz przebija bogactwo minionych wieków, Shiraz z przeogromnym bazarem i cichymi medresami, Yazd z krętymi uliczkami pośród starych domków zrobionych z gliny i pozostałościami świątyń Zaratusztran czy w końcu Busher nad Zatoką Perską, gdzie można poczuć atmosferę małego portowego miasteczka skąpanego w słońcu i niesamowitej wilgotności powietrza pozostają na długo w pamięci osób odwiedzających Iran.
Osobnym tematem, który potraktuję teraz tylko wzmiankowo jest zagadnienie religijności w Iranie. Już sama nazwa kraju – Islamska Republika Iranu – sugeruje, iż jest to państwo oparte na religii i jej prawach, a władza pochodzi – jeśli nawet nie wprost od Boga, to jest co najmniej wynikiem jego przyzwolenia. Wrażenia turysty są jednak odmienne. Jadąc przez Turcję słyszymy niejednokrotnie wezwania muazinów do modlitwy, nagłaśniane z mianretów w niemal każdej miejscowości cztery razy dziennie. W Turcji, państwie o świeckiej władzy, „religię” widać na każdym kroku. W Iranie zaś sprawa wydaje się być inna. W miastach meczety zdają się być mniej widoczne, a głos muazina chyba ginie gdzieś w zgiełku wielkomiejskim. Co prawda spotkany przez nas Irańczyk mieszkający już w USA i odwiedzający swoją dawną ojczyznę w celach wyłącznie biznesowych twierdził, że ludzie tutaj są bardzo pobożni. Trzeba zauważyć jednak z czym to porównywał. Jeśli ze Stanami Zjednoczonymi to na pewno obrzędowość Iranu jest bardziej widoczna, bardziej spektakularna.
W tym miejscu warto o małą refleksję nt. rządów. Osobiście mam wrażenie, że religia jest świetnym wytłumaczeniem, legitymizacją autorytarnej władzy, która za jej pomocą usprawiedliwia swoją egzystencję, nierzadko kosztowną, lubującą się w konsumpcji na pokaz, żyjącą znacznie powyżej tzw. „średniej krajowej” – władzy, która potrafi na obiad polecieć do Paryża samolotem. Jaki ma to związek z wiarą? W tym kontekście trzeba spojrzeć na niedawne „burzliwe” demonstracje pod ambasadą Danii kilku tysięcy rozeźlonych ludzi na ulicach Teheranu protestujących przeciw publikacji karykatur Mahometa. Jest to bardzo na rękę rządowi, który ma świetną okazję postawienia się w roli obrońcy islamu i może udawać, że robi coś dla swych obywateli. A jak ma się liczba kilku tysięcy demonstrantów do populacji Teheranu liczącej 14 milionów ludzi?
Islamska Republika Iranu to mało popularny kierunek podróży i jedno z tych jeszcze nie do końca odkrytych miejsc, mimo iż sam wyjazd nie wymaga ani specjalnych przygotowań, ani szczególnych predyspozycji od turysty. Jest to zaskakująca sytuacja, gdyż kraj ten leży nie dalej jak 1500 km od granicy Europy, czyli mniej więcej w takiej odległości, jaka dzieli Warszawę od Londynu.



Krzysztof Podwójcic

Adres do kontaktu:

krzysztofjp@o2.pl